czwartek, 13 marca 2014

Od muzyki piękniejsza jest tylko cisza.

"Przez jakiś czas siedzieliśmy w milczeniu. Siedzieć w milczeniu to bardzo, bardzo trudna sztuka. Ludzki świat jest pełen dźwięków i przyzwyczailiśmy się do myśli, że każdą napotkaną pustkę musimy wypełniać naszymi głosami, radiem lub telewizją. Zrobimy wszystko, byle tylko nie ciążyła nam ogłuszająca cisza. Ale zaczynałem teraz dostrzegać jakieś szczególne piękno i spokój w ciszy znajdującej się poza słowami i jarzmem tego świata. Och, ale jakże trudno jest milczeć!"

Fragment książki "Tablice Mesjasza" Irvinga Beniga.

środa, 12 marca 2014

"Do małego zranionego dziecka, które żyje w Tobie."

Moje ukochane dziecko, widziałem wszystkie twoje cierpienia. Słyszałem szloch powstrzymywany w twoim sercu i widziałem potoki twoich łez. Słyszałem raniące słowa, które do ciebie powiedziano. Byłem świadkiem bezpodstawnych oskarżeń, które ci postawiono bezkarnie. Znam tych, którzy cię krzywdzą. Widzę i badam ich serca. Nie pozwolę im zwyciężyć. Jest czas na wszystko.
Dla ciebie nadszedł czas radości, wolności i pokoju. W twoim życiu wstaje nowy świt.
Drogie dziecko, posłuchaj mnie. Powstań i przepędź ciężkie chmury zakrywające błękit nieba i nie pozwól, by cię zakryły. Nie słuchaj nikogo prócz Mnie, ponieważ Ja pragnę twego szczęścia i jestem twoim szczęściem.
Rzuć się prędko w Moje ramiona. Czekam na ciebie od dawna i pragnę cię pocieszyć i ukoić. Już nigdy nie poczujesz strachu. Jestem przy tobie, chronię cię i kocham. Czy wiesz, jak bardzo cię kocham?
Nie odmawiaj mi dłużej swojej miłości i obecności. Nie odmawiaj sobie dłużej Mojej czułości i wszystkiego, co mogę ci dać. Wystarczy, że wyciągniesz ramiona i powiesz: "Ojcze, kochaj mnie", a otrzymasz Moją miłość.
Ukochane dziecko, uciekaj daleko od tych, którzy cię krzywdzą. Opuść wszystko, a Ja umocnię cię i dam ci ziemię. Opuść wszystko i chodź ze Mną. Nie rób niczego beze Mnie.
Mów do mnie i otwórz przede Mną swoje serce. Nie ma cierpienia, w którym nie mógłbym cię pocieszyć ani sytuacji, której nie mógłbym odmienić. Kocham się i chcę ci pomóc. A ty poproś wreszcie o pomoc!
Jest w tobie zranione dziecko, które nie zaznało miłości, ale dla ciebie nadchodzi czas miłości, pocieszenia i sprawiedliwości.
Moje dziecko, powstań i pozwól Mi uzdrowić to, co jeszcze w tobie krwawi. Pozwól Mi zabliźnić twoje rany. Zrezygnuj z nienawiści i goryczy, odrzuć wszelką truciznę serca i nie patrz za siebie. Patrz na Mnie, a poczujesz ciepło Mojej miłości. Patrz na mnie, słuchaj Mnie i idź przed siebie.
Moje dziecko, przyjdź szybko. Mój dom czeka na ciebie, a Ja wyciągam do ciebie ramiona. Przyjdź na spotkanie w Kościele. Dzień i noc czekam tam na ciebie. Przechodzisz często obok Mnie i nie wierzysz, że jestem dla ciebie obecny tu na ziemi i chcę dać ci miłość.
Zachowaj ufność i nie poddawaj się cierpieniu, ponieważ nosisz w sobie Bożą moc życia. Podtrzymuję cię i chronię, ponieważ cię kocham i zawsze będę cię kochać. Jezus, Mój Syn umiłowany cierpiał na krzyżu za wszystkich. Ofiaruj Mu to wszystko, czego nie możesz dźwigać i znieść, oraz to wszystko, co powstrzymuje radość i pokój.
Drogie dziecko, Moje małe dziecko, co teraz nosisz w sercu? Czego najbardziej potrzebujesz? Jaka jest twoja samotność, twoje cierpienie  i skarga? Powierz Mi to wszystko i zaufaj. Jestem twoim Ojcem i pragnę jedynie twego szczęścia i radości.
Przed tobą najpiękniejszy i wciąż nierozpakowany prezent twojego życia. Chcesz, żebym ci pomógł? Zrobię to z wielką radością i złożę w swoim Ojcowskim sercu wszystko, o co poprosisz.
Moje dziecko, chodź ze Mną. Zrezygnuj ze wszystkiego, co nie jest Mną. Zrezygnuj z nienawiści i chodź do Mnie. Zostaw wszystko, ci cię uciska, złóż swój ciężar i te ciężary, które inni na ciebie nakładają, bo przecież brakuje ci sił, by to udźwignąć.
Opuść wszystko i chodź za Mną. Ja pokażę ci drogę twojego życia. Pokażę ci piękno, które zachowuję dla ciebie przez całą wieczność.
Wybacz tym, którzy cię skrzywdzili, bo w przeciwnym razie zło połączy cię z nimi, Poproś Mnie, a nauczę cię wybaczać.
Nie pozwól, by źli ludzie niszczyli twoje życie. Jeśli oni cię atakują i z ich powodu przeżywasz trudne chwile, to dlatego, że twoje serce nie zgadza się z ich oszustwami. Bądź błogosławiony, ponieważ chcesz być Moim dzieckiem. Chodź w Moje ramiona, Chcę cię przytulić.
Moje dziecko, ubierz się odświętnie. Ja jestem dla ciebie, tylko i wyłącznie dla ciebie. Kocham cię i pragnę, byś uwierzył w Moją miłość. Jeszcze Mnie nie znasz, ale zaufaj Mi.
Chcę tylko twojego szczęścia i jestem twoim szczęściem. Idź w kierunku swojego szczęścia.
Moje dziecko, błogosławię cię Ojcowskim błogosławieństwem i przytulam do Mego serca.
Miech małe serca cieszą się Moją miłością.


Fragment książki Fabienne Amyot "Byłam opętana. Świadectwo uwolnienia przez egzorcyzm."

piątek, 22 listopada 2013

Religia kontra Dom.

Ostatnio przebywanie w domu staje się coraz trudniejsze, rozmowy coraz poważniejsze. Wiele w moim życiu się zmieniło, ale jak widać, nie wszystkim to odpowiada. Mam swoje zasady, których nie chcę zmieniać. Są pewne przepisy, których chcę przestrzegać. Czy zaakceptowanie pewnych zachowań, które nikomu nie robią nic złego, jest takie trudne?
Podobno w naszym kraju nie ma prześladowania za religię. Więc dlaczego we własnym domu nie mogę być w pełni sobą, tylko ukrywać się, jakbym robiła coś złego? Dlaczego z własną rodziną nie mogę porozmawiać szczerze? 

W piątek nie chcę jeść mięsa. 
Nie chcę i już. Staram się tego przestrzegać. Wracam do domu, na obiad mięso. Mówię, że nie chcę jeść, to słyszę, że przesadzam, że idę ze skrajności w skrajność. Robią ze mnie fanatyczkę, która przesadza i której się w głowie poprzewracało.
To, że kiedyś jadłam wszystko i nie obchodził mnie dzień tygodnia, skończyło się. Teraz jest inaczej. Nie nakazuję nikomu wyrzucać tego, nie zabraniam im jeść. Ale czy nie można w spokoju przyjąć do wiadomości, że niektórzy chcą przestrzegać postu? Jest to dla mnie nowe, wcześniej nie skupiałam się na tym tak bardzo. A teraz, kiedy potrzebuję choć odrobinki wsparcia, żeby się nie złamać, jest tylko wyśmianie, kuszenie, bo "przecież nic się nie stanie, już nie przesadzaj".   A dla mnie to na prawdę jest bardzo ważne...

Czytam Pismo Święte
Ostatnio tato 'przyłapał' mnie na czytaniu Pisma Świętego. Myślałam, że afera w domu będzie wielka. Obyło się bez tego, ale  nieprzyjemne komentarze oczywiście musiały się pojawić. Patrzył na mnie z pewnym przerażeniem. Jakbym była jakaś nienormalna. Czy robię coś złego?
Widzę, że moi rodzice boją się tego, że ja wierzę, że chcę żyć według Bożych przykazań, że chcę dążyć do tego, by stawać się coraz lepszym człowiekiem. Dla nich dobrze było wcześniej. Teraz im się nie podoba. Tylko dlaczego? Dlaczego znajomi też powtarzają mi w kółko, że jak tak będzie dalej, to zostanę zakonnicą, albo jeszcze nie wiadomo co. Że nie mogę zrobić tego czy tamtego, bo nie zostanę świętą, że Bóg będzie zły itp. Czy serio we współczesnym świecie wiara jest obciachem? 

Chodzę w tygodniu do Kościoła.
Kolejny 'moherowy' obciach. No jak to, to w niedziele nie wystarczy? Popadamy w skrajności! Już nie przesadzaj! I tak w kółko. W domu, wśród znajomych. Mam ochotę wykrzyczeć im, że nie, w niedziele nie wystarczy! Mam potrzebę, to idę. I znowu, nikogo nie krytykuję, jeśli nie chodzi. Więc dlaczego ja ciągle słyszę złe komentarze na ten temat? Tata zawsze mi powtarzał, że w kościele nie uczą niczego złego. Więc dlaczego teraz patrzy na mnie jak na idiotkę, kiedy usłyszy, że w tygodniu poszłam do kościoła? Ja na prawdę czegoś tu nie rozumiem...

Noszę na szyi krzyżyk. 
To już zbrodnia! Jak można się obnosić publicznie ze swoją wiarą! No jak! A ja na przekór dalej go noszę, nie ściągnęłam i nie mam zamiaru. Nikogo w ten sposób nie obrażam, nikomu nie robię nic złego. Ale widzę ten wzrok ludzi, tę pogardę, te ukryte uśmieszki, czasem cisze, kąśliwe komentarze. 
Szczerze, nie wiedziałam, że kilka tak ważnych dla mnie aspektów będzie aż tak razić w oczy innych ludzi. 

Nie jest łatwo, szczerze, jest okropnie ciężko. 
Ale walczymy. 

Dziś wspomnienie Świętej Cecylii. Ona też nie miała łatwo. To mnie podnosi na duchu ;)


wtorek, 27 sierpnia 2013

Powołanie.

"Kim jesteś i czego chcesz?"


Całe tegoroczne wakacje przeżywałam pod tym jednym hasłem, które ciągle krążyło w mojej głowie, nie dawało mi spokoju. Będąc na rekolekcjach modliłam się, aby uzyskać odpowiedź. Na pielgrzymkę poszłam w intencji odnalezienia prawdziwego "ja" i swojego powołania, oraz drogi, którą mam iść.
Wiele się zmieniło tego lata. Wiele zrozumiałam, wiele straciłam, ale również wiele zyskałam. Bardzo dużo się nauczyłam. Kilka razy dostałam po tyłku, ale były też chwile wspaniałe. Poszukiwałam, zadawałam pytania, błądziłam. Kilka razy pojawiły się łzy, jeszcze więcej razy zawitał uśmiech. Ciągle szłam przed siebie, przedzierałam się przez trudne uliczki mojego życia, mojej osobowości, poznawałam swój charakter. Czasem ciężko było mi poznać, która 'ja' jest tą najprawdziwszą. Zauważyłam, że ciągle przybieramy jakieś maski. Staramy się dopasować. Boję się być prawdziwą. Liczę się bardzo z opinią innych. Chcę być lubiana przez wszystkich. Zeszłam na ziemię i zaczęłam wszystko układać na nowo. "Kto nie ma wrogów, nie ma przyjaciół"- jak powiedział ksiądz Pawlukiewicz. Wyciągnęłam wiele wniosków. Masę rzeczy postanowiłam zmienić, ogrom doceniłam. Sądzę, że nie był to zmarnowany czas. Ostatnio coraz więcej czytam, uczę się, rozwijam. Poznaję siebie.

Praca z dziećmi nauczyła mnie odpowiedzialności, innego spojrzenia na siebie, wiary w swoje możliwości.
Rozmowy z bliskimi nauczyły mnie szczerości, otwartości, spojrzenia na człowieka jako na kogoś, komu można zaufać i powiedzieć troszkę więcej, niż do tej pory byłam w stanie z siebie wykrztusić.
Spacery po górach nauczyły mnie przebywania w ciszy, poza chaosem pędzącego świata,  walki ze swoimi słabościami, przezwyciężania bólu fizycznego, dały prawdziwą radość, pozwoliły poczuć wolność i piękno świata.
Rekolekcje i pielgrzymka ogromnie wzmocniły moją wiarę, spowodowały znaczne zmiany w życiu.
Kłótnie i niemiłe wymiany zdań pokazały mi, że udawanie kogoś, kim nie jesteśmy, jest do kitu, że ucieczka jest najgorszą formą współpracy, że nie należy zmieniać się dla kogoś, że każdy człowiek może nas potrzebować, że nie żyjemy na świecie sami.
Muzyka pokazała mi, co jest dla mnie w życiu najważniejsze.
Trudne sytuacje powodowały walkę z samą sobą, dążenie do celu i niepoddawanie się.
Samotność uświadomiła mi, ile błędów w życiu zrobiłam, ile osób straciłam z własnej głupoty.
Porażki uczyły wychodzenia nawet po kompletnej kompromitacji z głową podniesioną i nadzieją na lepsze jutro.
Nowi ludzie pomogli mi ustalić swoją tożsamość.


Poszukiwania jeszcze się nie skończyły. Ale jestem na dobrej drodze. Potrzebuję jeszcze wiele czasu, chwil dla siebie, przychylnych ludzi obok.



Kim jestem?
Człowiekiem zagubionym, szukającym, pogłębiającym swoją wiedzę, szczęśliwym, posiadającym kilku wspaniałych ludzi wokół, jeszcze trochę przestraszonym otaczającym światem ale z nadzieją i uśmiechem kroczącym przez swoje życie.
Czego chcę?
Pomagać innym, rozwijać swoje talenty, dążyć do spełnienia marzeń, zrobić coś dobrego, dzielić się w przyszłości swoją wiedzą, pracować z dziećmi.



A plan na przyszłość?
Na razie niewyraźny maluje się gdzieś w oddali.
Kolejny rok studiów. Poświęcony na pilną naukę, pracę, odbudowywanie relacji, zdobycie licencjatu.
Potem wyjazd do Krakowa. Możliwe, że dalsze studia, lub tylko kurs formacyjny, szkolenie języka, zbieranie funduszy..
Następnie, jeśli tylko będzie taka możliwość, miesiąc, pół roku, rok ciężkiej pracy. Na pewno chciałabym, żeby była to Afryka. Takie moje małe marzenie. Ale będzie co ma być.


Czy plan spełni się w stu procentach? Nie mam pojęcia. Ale ufam. Wierzę, że jeśli włożę trochę wysiłku, wszystko będzie możliwe.




"Ja wierzę, wiara czyni cuda!" 


piątek, 5 lipca 2013

Warsztaty

Dawno nie pisałam. Ale powód jest tak ważny, że usprawiedliwia mnie całkowicie. Otóż, byłam w trakcie odnajdywania swojego miejsca na świecie, rzeczy, do których zostałam stworzona. Poszukiwania uważam za pozytywne, jeszcze nie całkiem zakończone, ale ukierunkowane już w odpowiednią stronę. Wiadomo, że mogę się mylić, ale dopóki jest dobrze, chyba nie ma co narzekać.
Niecały miesiąc temu zgodziłam się na współpracę ze stowarzyszeniem, które chciało prowadzić warsztaty artystyczne dla dzieci. Moje zajęcia miały obejmować zabawę z muzyką, tańce, piosenki itp. Zadanie jakby nie patrzeć, trudne, dla kogoś, kto nie ma jeszcze doświadczenia w pracy z  dziećmi, kogoś, kto zaczytuje się dopiero w podręcznikach metodycznych i pedagogicznych, kogoś, kto nie zawsze wie, jak zachować się w zupełnie nowej sytuacji. Nie wie, co zrobić, kiedy trójka maluchów płacze, kiedy najmniejsze maleństwo ma katar a samo nie umie wydmuchać noska, kiedy nie potrafią zakładać samodzielnie bucików. Ale pomyślałam, że raz się żyje i nie mogę przepuścić takiej okazji. No i stało się.
Dziś jestem po pierwszym turnusie.
Pięć dni z moimi małymi, kochanymi, zwierzakowymi potworkami. Wrażenia?
To jest to. Pomimo tego, że codziennie muszę wstawać po piątej rano, żeby zdążyć na pociąg, wracam przeogromnie zmęczona, dzieci nie zawsze słuchają, to jeszcze szczęśliwa. To jest takie pozytywne zmęczenie. Przekazuję maluchom odrobinę swojej pasji, w takiej małej pigułce, która bardzo możliwe, że z czasem będzie nabierała coraz większych rozmiarów.
Początki zawsze są trudne, ale największą nagrodą dla mnie byli rodzice i dziadkowie, którzy przyszli dziś po raz ostatni po swoje pociechy i powiedzieli, że ciągle chodzą one po domu i śpiewają, nie chcą wracać do domu, że były na zajęciach bardzo zadowolone.
O to dokładnie chodziło! Spełniłam swój cel. Kilkoro na pewno choć odrobinę zaraziło się moją miłością. Mam przynajmniej taką nadzieję.
To jest takie piękne, kiedy można zobaczyć takie efekty swojej ciężkiej pracy. Bo przyznać trzeba, nie było momentami łatwo. Pola nie mogła usiedzieć na tyłku dłużej niż siedem minut, Julek bił Marcela, Maksiu nie zawsze chciał się z nami bawić, Olek w kółko się do mnie przytulał. Ale kiedy już udało mi się ich zająć i zaciekawić jakimś muzycznym zajęciem, byli tacy kochani!
Wszyscy mówią, że jestem zachwycona teraz, chwilowo, bo nie robię tego na stałe, że po latach mi się znudzi. Że jeszcze zobaczę, co to znaczy wieloletnia praca z dziećmi.
Ale po co podchodzić do sprawy w taki sposób? Nie lepiej pomyśleć, że teraz spełniam się zawodowo w stu osiemdziesięciu procentach? Nie lepiej cieszyć się z tego, że teraz i tu mogę kogoś nauczyć czegoś, czym ja żyję? To jest takie wspaniałe, dzielić się tym, co kochamy.

Codzienne poranne kawki też dodały mi sił. Były takim pozytywnym kopem w tyłek na rozpoczęcie dnia. Sądzę, że ten tydzień bez kawy byłby niemożliwy do przeżycia. Ale kawa była. Moc była. Pomysły były. Dzieci były. Najlepsze towarzystwo prowadzących było!


W tym miejscu ściskam, choć oni tego nie przeczytają
-Gabrysię
-Maksia
-Polę
-Julka
-Matyldę
-Marcela
-Olę
-Olka



A od poniedziałku kolejna dawka. Kolejny tydzień z muzyką, dziećmi, integracją, miłością, spróbowaniem obdarowania innych tym, co najpiękniejsze na świecie, wrażliwością, pięknem.
Większa grupa, większa różnica wiekowa, większe wymagania. Ale co za tym idzie, większa satysfakcja, jeśli się uda.
Wiem, że się uda. Czuję to.
Jeśli tylko damy się ponieść muzyce, będzie pięknie!

piątek, 14 czerwca 2013

Moja pasja

Muzyka. Jak to słowo pięknie wygląda. I pięknie brzmi. Bo kojarzy mi się z samymi wspaniałymi chwilami, rzeczami, osobami, stanami. Muzyka. Źródło wielu radości i wielu łez. Ucieczka od świata zewnętrznego i wspaniała zabawa tu i teraz. Muzyka. Kilka nut tworzących tak piękną melodię. Harmonia duszy i ciała.
Czym jest dla mnie muzyka? Wszystkim. Jest moją miłością, moją pasją, drogą na życie, moim powietrzem. Oddycham nią, czuję ją, słyszę. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Czasem czuję, że poświęcam jej za mało czasu. Wtedy potulnie wracam i proszę o wybaczenie. Ona zawsze przy mnie jest.  Nasza wspólna podróż trwa. Podróż do świata dźwięków. Podróż w nieznane, gdzie za każdym rogiem kryje się coś nowego, wspaniałego, zaskakującego. Coś, co bardzo wpływa na moje dalsze życie.  Kiedy z nią przebywam, jestem szczęśliwa. Słucham, odtwarzam i tworzę. Wtedy czuję, że istnieję.
Dziś byłam na koncercie dyplomowym kolegi. Czuć było, że jest on stworzony do tego, aby otwierać przed nami drogę do jego krainy muzyki. Czuć było, że wypełnia swoje zadanie powierzone mu tu na ziemi. Fortepian jest jego bliskim przyjacielem, cudownie się dogadują. Na twarzy można było zobaczyć przejęcie, skupienie. W oczach niesamowitą ilość emocji.
To takie piękne, kiedy robi się to, co się kocha. Tak cudownie się wtedy żyje.
A czy Ty kierujesz się w życiu głosem serca? Robisz to, co kochasz? A może liczą się dla Ciebie tylko wielkie pieniądze? Sprzedajesz swoją duszę, swoje pasje, miłości. Nie ważne są marzenia oraz to, co czujesz. Uważasz, że za pieniądze możesz zdobyć wszystko? Ciągle biegniesz w wyścigu, który kończy się wielką karierą, lub wielką klęską.
Zawsze jest czas, żeby to zmienić. Spełniać marzenia. Być tym, kim się chce być. Wystarczy kierować się sercem.
Bo szczęśliwe życie, to życie z pasją, poczuciem, że jest się na właściwym miejscu.
Ja swoje miejsce odnalazłam. Może Twoje nadal na Ciebie czeka?

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Słońce

Jechałam pociągiem do domu. Było po godzinie dwudziestej, więc słońce kończyło właśnie dzisiejszą wędrówkę. Pogoda przez cały dzień była przepiękna, dlatego zachód również był ślicznym widokiem. Siedziałam przodem do okna. Zachodzące słońce oświetlało moją twarz i świeciło prosto w oczy. Musiałam je zmrużyć, gdyż blask bijący od niego był ogromny. W pierwszej chwili pomyślałam 'głupie słońce, strasznie mnie razi'. Ale za moment przyszła kolejna myśl. Widzę to słońce. Ja je widzę. Czy to nie wspaniałe? Poczułam się, jakby świeciło tylko dla mnie. Ujrzałam jego piękno. Piękno, którego nie widzi się na codzień. Promienie słońca tańczyły pomiędzy drzewami, zaglądały w moje okno, oświetlały miasta, przez które właśnie przejeżdżałam. W tym momencie uświadomiłam sobie, jakim cudownym darem jest widzenie. Tego co piękne i tego, co brzydkie. Dostrzeganie magicznych momentów w z pozoru zwyczajnych sytuacjach. Jak wytłumaczyć niewidomemu zachód? Jak opisać jego piękno? W jaki sposób nazwać promienie?
Czy zastanawiało Cię kiedyś, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś nie widział? Czy nie marzyło by się ponowne spojrzenie na zachód? Więc dlaczego nie doceniasz otaczającego Cię piękna?
Ludzie widzą tylko to, co brzydkie, złe, niepodobające im się. A gdzie podziała się radość z piękna? Gdzie zachwyt nad otaczającym nas światem? Czy na świecie nie ma już piękna?
Według mnie, ono jest wszędzie. Wystarczy otworzyć szeroko oczy, aby je zobaczyć. Mój chomik, który siedzi właśnie obok mnie, jest również piękny. Ma mądre oczka, małe łapki, mięciutkie futerko. Może dla Ciebie to zwykły gryzoń. Dla mnie to ktoś piękny i ważny. Pan, który dziś sprawdził mi bilet w pociągu też jest piękny. Nie dlatego, że ma ładną koszulę, czy jest przystojny. Jest piękny, bo pomógł dwóm paniom, które pomyliły pociągi, bo przechodząc kilka razy obok mnie śpiewał sobie pod nosem. Ten pan ma piękne wnętrze.
Piękno jest wszędzie. Jeśli to czytasz, znaczy, że możesz je zobaczyć. Wystarczy odrobina dobrych chęci, może inne spojrzenie na niektóre rzeczy.
Życzę owocnych poszukiwań piękna!
;)