piątek, 22 listopada 2013

Religia kontra Dom.

Ostatnio przebywanie w domu staje się coraz trudniejsze, rozmowy coraz poważniejsze. Wiele w moim życiu się zmieniło, ale jak widać, nie wszystkim to odpowiada. Mam swoje zasady, których nie chcę zmieniać. Są pewne przepisy, których chcę przestrzegać. Czy zaakceptowanie pewnych zachowań, które nikomu nie robią nic złego, jest takie trudne?
Podobno w naszym kraju nie ma prześladowania za religię. Więc dlaczego we własnym domu nie mogę być w pełni sobą, tylko ukrywać się, jakbym robiła coś złego? Dlaczego z własną rodziną nie mogę porozmawiać szczerze? 

W piątek nie chcę jeść mięsa. 
Nie chcę i już. Staram się tego przestrzegać. Wracam do domu, na obiad mięso. Mówię, że nie chcę jeść, to słyszę, że przesadzam, że idę ze skrajności w skrajność. Robią ze mnie fanatyczkę, która przesadza i której się w głowie poprzewracało.
To, że kiedyś jadłam wszystko i nie obchodził mnie dzień tygodnia, skończyło się. Teraz jest inaczej. Nie nakazuję nikomu wyrzucać tego, nie zabraniam im jeść. Ale czy nie można w spokoju przyjąć do wiadomości, że niektórzy chcą przestrzegać postu? Jest to dla mnie nowe, wcześniej nie skupiałam się na tym tak bardzo. A teraz, kiedy potrzebuję choć odrobinki wsparcia, żeby się nie złamać, jest tylko wyśmianie, kuszenie, bo "przecież nic się nie stanie, już nie przesadzaj".   A dla mnie to na prawdę jest bardzo ważne...

Czytam Pismo Święte
Ostatnio tato 'przyłapał' mnie na czytaniu Pisma Świętego. Myślałam, że afera w domu będzie wielka. Obyło się bez tego, ale  nieprzyjemne komentarze oczywiście musiały się pojawić. Patrzył na mnie z pewnym przerażeniem. Jakbym była jakaś nienormalna. Czy robię coś złego?
Widzę, że moi rodzice boją się tego, że ja wierzę, że chcę żyć według Bożych przykazań, że chcę dążyć do tego, by stawać się coraz lepszym człowiekiem. Dla nich dobrze było wcześniej. Teraz im się nie podoba. Tylko dlaczego? Dlaczego znajomi też powtarzają mi w kółko, że jak tak będzie dalej, to zostanę zakonnicą, albo jeszcze nie wiadomo co. Że nie mogę zrobić tego czy tamtego, bo nie zostanę świętą, że Bóg będzie zły itp. Czy serio we współczesnym świecie wiara jest obciachem? 

Chodzę w tygodniu do Kościoła.
Kolejny 'moherowy' obciach. No jak to, to w niedziele nie wystarczy? Popadamy w skrajności! Już nie przesadzaj! I tak w kółko. W domu, wśród znajomych. Mam ochotę wykrzyczeć im, że nie, w niedziele nie wystarczy! Mam potrzebę, to idę. I znowu, nikogo nie krytykuję, jeśli nie chodzi. Więc dlaczego ja ciągle słyszę złe komentarze na ten temat? Tata zawsze mi powtarzał, że w kościele nie uczą niczego złego. Więc dlaczego teraz patrzy na mnie jak na idiotkę, kiedy usłyszy, że w tygodniu poszłam do kościoła? Ja na prawdę czegoś tu nie rozumiem...

Noszę na szyi krzyżyk. 
To już zbrodnia! Jak można się obnosić publicznie ze swoją wiarą! No jak! A ja na przekór dalej go noszę, nie ściągnęłam i nie mam zamiaru. Nikogo w ten sposób nie obrażam, nikomu nie robię nic złego. Ale widzę ten wzrok ludzi, tę pogardę, te ukryte uśmieszki, czasem cisze, kąśliwe komentarze. 
Szczerze, nie wiedziałam, że kilka tak ważnych dla mnie aspektów będzie aż tak razić w oczy innych ludzi. 

Nie jest łatwo, szczerze, jest okropnie ciężko. 
Ale walczymy. 

Dziś wspomnienie Świętej Cecylii. Ona też nie miała łatwo. To mnie podnosi na duchu ;)


1 komentarz:

  1. Abstrahując od konkretnych osób, mechanizm jest znany i niestety niezmienny od zarania dziejów. Każdy kto coś robi, a już w szczególności coś w miarę obiektywnie dobrego ma mocno pod górkę, z jednego bardzo prostego powodu. Bardzo łatwo jest coś powiedzieć, podobno ponad 80% mieszkańców naszego kraju to katolicy, bo to łatwo powiedzieć. Natomiast znacznie trudniejsze jest faktyczne bycie kimś, poniekąd wyjątkowym. Na tle osoby, która faktycznie coś robi, w coś wierzy dokądś zmierza widać jak na dłoni obłudę i brak działania ze strony wszystkich innych, którzy tylko twierdzą, że coś robią, bądź gdy im to wygodne określają się jakimś mianem. Stąd niestety automatyczna potrzeba do zbagatelizowania, ośmieszenia i umniejszenia wszystkiego co robi i uważa ktoś na tle kogo widać bierność. Ten mechanizm działa wszędzie, a kwestie duchowe, ze względu na swoją kontrowersyjność obecnie, to już zupełnie jazda totalna.

    OdpowiedzUsuń